W czwartek 28 stycznia pojechaliśmy do Ceskiego Tesina. Droga była koszmarna. Nie dość, że sypał śnieg, to zawiewało i zamiatało najmocniej, jak się dało. Myślałam, że nie dojedziemy.

Gdy dotarliśmy na miejsce spóżnieni o 40 minut, pani od EEG już na nas czekała. Doktora jeszcze i na szczęście nie było. Badanie było okropne. Maja wrzeszczała na całe gardlo, wyrywała się, nie chciała leżeć, obracała ciągle głową. Badanie trwało przez to długo, bo uspokoiła się gdzieś po 30 minutach. W końcu przyszedł doktor, rzucenie okiem na monitor, chwila refleksji.

Wstępnie doktor powiedział, że nie widzi wyładowań i na 90 % Majeczka nie ma padaczki. To najlepsza wiadomość, jaką usłyszałam, ulżyło mi. Ale konkretne odpowiedzi dostanę na następnym spotkaniu, gdy dokladnie przejrzy zapis. Mówił, że Maja całkiem nieźle sobie radzi, trzeba mocno popracować nad pupcią, która jest wiotka i nie trzyma prawidłowo nóg, a w przyszłości mogłaby nie utrzymać ciałka w pionie.

Pan doktor ocenił Majeczkę (oczywiście fizyczne postępy) na 10 miesiąc życia.  Czyli nie tak źle, jak myślałam, a nawet całkiem, całkiem. Jeżeli chodzi o wiek umysłu, to dowiemy się w marcu. Zaproponował także podawanie Fosfolipidów na zwiększenie pracy mózgu. Ponieważ Maja nie mówi, ma problem ze słuchem, to jest możliwość, że te leki pomogą choć trochę. W takiej sytuacji, w jakiej jesteśmy, wierzymy we wszystko, bo możliwe, że  coś wspomoże Maję i ułatwi jej życie.

2010_2 2010_1